Tutaj znajduje się oryginalny wątek:
http://www.wielotematyka.pun.pl/viewtopic.php?id=270
Pierwsza historie z drogi wrzuciła tam Ewa. Jest to wyprawa do Rzymu. Ten Paweł to ja:P
We wtorek rano koło godziny 7 poznałam Pawła, Marka i Dawida, a o godzinie 10 już łapaliśmy pierwszego stopa, naszym cele jest Rzym Na pierwszą okazje nie musieliśmy długo czekać, bo za około 10-15min Paweł załatwił nam dostawczy samochód a chłopakom tira. Wiózł nas hmm jak on się nazywał... nieważne w każdym bądź razie chłopak był w naszym wieku i całkiem spoko się jechało, sam mówił, że kiedyś podróżował troszku stopem dlatego bez problemu nas podwiózł, a nawet zgarnął Marka i Dawida, których mijaliśmy po drodze widząc jak łapią stopa, wziął ich na pakę i tak całą czwórką dotarliśmy do Bolesławca.
Tam znów się rozdzieliliśmy, tym razem na dobre. Jeszcze z jedną przesiadką dotarliśmy do granicy niemieckiej, a później już udało nam się zabrać z facetem, który wywiózł nas spory kawałek w Niemczech, gdzieś w okolice Norymberga a Regensburga. No i tu się skończyła nasza podróż z polakami, bynajmniej na razie.
Teraz zabrał nas można powiedzieć, że biznesmen przynajmniej sprawiał wrażenie takiego kogoś podwiózł nas chyba z jakieś 30km, i dokładnie wytłumaczył gdzie jesteśmy w którą stronę mamy się kierować, ile km do większego miasta itp, przedstawił nam pełen instruktarz, zresztą jak większość ludzi z którymi jeździliśmy, co niektórzy naprawdę się wczuwali hehe. I wylądowaliśmy na kolejnej stacji. Zaczepiliśmy jakiegoś gostka który zaoferował nam kolejne 30 km w stronę Monachium, no to spoko. Pomału, pomału, ważne że w dobrym kierunku Czekając na kierowcę zatrzymała się przy nas jakaś starsza kobieta chcąc nam zaoferować pomoc ale niestety jechała w innym kierunku (szok, zupełnie nie spodziewałam się takiej reakcji ludzi do autostopowiczów, martwiłam się że pół dnia spędzimy przy trasie machając kciukiem, a tym czasem ludzie sami nas zaczepiają i proponują podwózkę). No więc z tym facetem dojechaliśmy bodajże do Ingolstad. Błąkając się po parkingu i szukając polskich rejestracji trafiliśmy na kobietę znowu Niemkę, która w końcu wywiozła nas z Niemczech aż do, jak dobrze pamiętam Innsbruck, albo gdzieś w tych okolicach
Następnie Paweł wychaczył Polaka, miłego faceta, który przewiózł nas przez Austrie i o godzinie 23 wylądowaliśmy we Włoszech, gdzieś ponad 100km za granicą, gdzie postanowiliśmy odpocząć. Byłam w szoku jak szybko udało nam się dotrzeć do Włoch, jednak wiedziałam, że na pewno dużo trudniej będzie stąd wrócić, no ale o tym później.
My byliśmy we Włoszech a chłopaki w Monachium, gdzie później się rozdzielili bo nie mogli we dwójkę nic złapać. Poza tym w Dreznie mieli też mały poślizg co tak strasznie ich opóźniło. A tym czasem ja z Pawłem opanowaliśmy toaletę dla niepełnosprawnych (bo są największe i najczystsze blokując drzwi widelcem, rozłożyliśmy karimaty i kimaliśmy do 6, pewnie byśmy troszku dłużej tam zostali gdyby nie obsługa, która zrobiła nam pobudkę dobijając się do drzwi
No nic, zaczęliśmy więc rozglądać się za jakimiś znajomymi rejestracjami, no i spotkaliśmy Arka, z którym pojechaliśmy do samego Rzymu. Super facet, często wieczorami odzywał się do nas, sprawdzając czy żyjemy i jak się mamy.
W Rzymie byliśmy o 15-16. Troszku pobłądziliśmy a w między czasie pozwiedzaliśmy i tak nam zleciało do wieczora. Po wielkiej i nieudanej akcji z „domem polskim” gdzie chcieliśmy się przespać, wylądowaliśmy pod Colosseum, gdzie wypiliśmy wino, zjedliśmy kolację i ogólnie odpoczęliśmy. Marek i Dawid byli już na obrzeżach Rzymu, postanowiliśmy przeczekać do rana, a później się jakoś skumać. No i tak w poszukiwaniu odpowiedniej miejscówki do spania wylądowaliśmy na ruinach forum Romanom prawdziwy luksus ;D
Rano pojechaliśmy po Marka, a z Dawidem urwał nam się kontakt, prawdopodobnie padł mu telefon, a że nie miał ładowarki to nie mogliśmy się w jakikolwiek sposób skontaktować.
Cały dzień zwiedzaliśmy i zwiedzaliśmy... wchodziliśmy w każde miejsce które zwróciło naszą uwagę i które mogłoby przypominać kościół lub dom polski, ponieważ ciągle szukaliśmy miejsca żeby móc zostawić nasze mega obciążające bagaże, po pewnym czasie daliśmy sobie spokój, w końcu zawsze jak coś potrzebowaliśmy to mieliśmy przy sobie
Wieczorem samolotem przyleciała reszta ludzi: Mikołaj, Weron, Sid, Natalia, Artur i Patryk. Mieliśmy się spotkać nad morzem i tam razem przekimać, ale troszku nam to nie wyszło, bo okazało się, że wylądowali na innym lotnisku, tak więc my spaliśmy... noo można powiedzieć, że na czyjejś posesji, tzn teren ten był w trakcie budowy no i tak sobie pomyśleliśmy, że Włosi nie należą do ludzi pracujących, więc wcześnie nie przyjdą, trochę naiwnie to brzmi ale byliśmy już tak zmęczeni, że nie mieliśmy sił nic lepszego znaleźć. No więc rozłożyliśmy się pod balkonem (jedyna noc, w której spaliśmy pod zadaszeniem i jedyna noc w którą padał deszcz, jak widać szczęście nas nie opuszczało
Rano obudziło nas głośne gadanie robotników, szybko zwinęliśmy się i zasuwaliśmy w stronę wyjścia, próbując się jakoś tłumaczyć, ale te rumuny spojrzeli tylko na nas, wyzwali od bezdomnych, a później jakiś cwaniak zbluźnił nas po polsku i zajęli się swoją robotą. A my zadowoleni i wyspani ruszyliśmy w stronę Rzymu
Po południu, w końcu spotkaliśmy się z resztą pod Panteonem, głównie po to żeby się zobaczyć, bo potem znowu się rozeszliśmy, ponieważ oni chcieli pozwiedzać to co my już widzieliśmy, a my to co oni już zaliczyli. Więc umówiliśmy się wieczorem pod Colosseum. Gdy się zeszliśmy, kupiliśmy wino i poszliśmy na ruiny forum Romanom, to była najlepsza miejscówka, nikt nam tam nie zaglądał, bo żeby się tam dostać trzeba było się najpierw wdrapać na około 3,5 metrowy mór. Dobrze że Paweł jest taki wysoki i śliny ;D
Wszystko było spoko, problem się troszku zrobił jak chcieliśmy spać bo mieliśmy 3 karimaty i 3 śpiwory na 9osób, troszku było niewygodnie ale daliśmy rade ;p
Rano znowu się rozdzieliliśmy. Dziś sobota więc planowany dzień powrotu i tu się zaczęły problemy... teraz to chce mi się śmiać z tego wszystkiego, wtedy nie było nam w ogóle do śmiechu. Żeby złapać stopa najważniejsze jest znalezienie odpowiedniego miejsca, najlepiej stacji benzynowej, czy dużego parkingu, na którym zatrzymują się ludzie by odpocząć. Gdzieś koło godziny 11 w końcu udało nam się wyrwać z Rzymu i dotrzeć do autostrady. No teraz trzeba było znaleźć jakąś stacje czy coś w podobie i tak mijając znak „NO autostop” zasuwaliśmy 10 kilometrów poboczem (autostrady oczywiście), wcześniej jeszcze jakimiś polami, między stadem owiec i wiele innymi ciekawymi miejscami, jak spływowym tunelem itp Błądziliśmy tak do wieczora, gdzie przy resztce nadziei znaleźliśmy duże centrum handlowe jednak okazało się, że tu nic nie złapiemy, tzn że jesteśmy po złej stronie i powinniśmy szukać czegoś z drugiej strony autostrady, MASAKRA!!
Odpoczęliśmy, umyliśmy się no i ruszyliśmy dalej, tzn z powrotem, tyle że z drugiej strony autostrady. Gdzieś koło 23 zatrzymaliśmy się przy wjeździe i Paweł przez jakiś czas łapał stopa, a my poszliśmy spać. Spaliśmy przy autostradzie na dość sporym wyznaczonym kawałku zieleni Złapanie w takim miejscu stopa było wręcz niemożliwe.
Rano znowu szliśmy i szliśmy i jakimś cudem znowu znaleźliśmy się w Rzymie, kuurde!
Gdy trafiliśmy do cywilizacji to zaopatrzyliśmy się w jedzenie, czyli jabłka, banany i inne owoce w Rzymie obmyślając nowe strategie powrotu do domu, spotkaliśmy kobietę Polkę, która wytłumaczyła nam gdzie w końcu znajduje się dom- kościół polski. No więc poszliśmy do domu polskiego (bo tam jeszcze nie byliśmy i nie zwiedziliśmy) a tak poważnie to mieliśmy nadzieje, że może oni pomogą nam się jakoś stąd wydostać. No i trafiliśmy, zabawne bo odkąd przyjechaliśmy do Rzymu ciągle nie mogliśmy tu trafić, każdy odsyłał nas w inne miejsce. Tutaj nasze problemy znikły hehe oczywiście wokoło było pełno polaków, więc szybko znalazł się facet który bardzo chciał nam pomóc. Sam spędził tu sporo czasu mieszkając początkowo na ulicy i wie jak sobie tutaj poradzić. Podsunął nam pomysł wielokrotnie sprawdzony przez niego samego i jego kumpli, żebyśmy pojechali pociągiem na gapę, jak nas konduktor sprawdzi i okaże się że nie mamy biletów to po prostu nas wyrzuci na najbliższej stacji a później wsiądziemy do innego pociągu i tak aż do Polski. Przemyśleliśmy to i stwierdziliśmy, że możemy spróbować jedną stacje przejechać a stamtąd dalej stopem. Pociąg miał być wieczorem więc mieliśmy sporo czasu na zwiedzanie
Aha no i jeszcze ten nasz miły kolega powiedział, że wieczorem obok Placu Świętego Piotra będzie wydawany ciepły posiłek więc możemy tam podejść i coś zjeść. Od razu ruszyliśmy na Watykan tam mogliśmy zobaczyć miejsca, na które wcześniej brakło nam czasu, a gdy zbliżał się czas jedzenia, z problemami ale trafiliśmy, tyle że za późno...
Wtedy bezdomni Polacy, zaczepili nas i podzielili się z nami wydawanym jedzeniem. Kurcze wiem, że to dziwnie brzmi ale to prawda, karmili nas bezdomni, bardzo mili mężczyźni ;D jedzenie też było dobre. Całkiem sporo polaków żyje tutaj na ulicy i podoba im się takie życie, codziennie gdzieś zjedzą, dostaliśmy od nich propozycje gdzie moglibyśmy jutro przyjść na śniadanie, jednak my planowaliśmy jutro już być poza Rzymem.
No dobra, to dotarliśmy do dworca PKP i tutaj najpierw uciekł nam jeden pociąg, a później znaleźliśmy do Mediolanu tyle, że 1klasy. W między czasie kontaktowaliśmy się z Arkiem, tym który przywiózł nas do Rzymu i powiedział, że jak coś to on rano może nas zabrać z Mediolanu, no i bomba. Nasz plan był taki, mamy całą noc, ważne żeby wydostać się z Rzymu, czyli przejedziemy jedną stacje i dalej stopem do Mediolanu, do rana na pewno nam się uda tam dostać. Siedząc w pociągu zadzwonił do nas kolega Arka mówiąc, że może nas rano zabrać z Rzymu, bo będzie przejeżdżał, niestety nie udało nam się już wysiąść z pociągu, ale cała ta scena jak próbujemy wydostać się z pociągu dała nam niezłe alibi gdy przyszło nam się tłumaczyć przed konduktorem, dowiedzieliśmy się od niego bardzo ciekawych rzeczy, np że ten pociąg nie robi żadnych postojów, leci prosto do Mediolanu i że bilet dla jednej osoby kosztuje 130euro. Kurde było naprawdę ostro, nikomu nie polecam takiej jazdy na gapę to był naprawdę kiepski pomysł, ale przynajmniej udało nam się wydostać z Rzymu i to aż do samego Mediolanu. Aha no i mandatu nie dostaliśmy, a naprawdę mało brakowało.
Teraz musieliśmy dotrzeć do autostrady i znaleźć jakąś stacje benzynową. Tym razem szliśmy jedyne 3km autostradą i już przy samym zjeździe straż drogowa czy h** wie jak oni się zwali, nas przyłapali. Wezwali policję i zaczęło się... Paweł po raz kolejny uratował nam dupę, oj bez niego to byśmy zginęli tak nas wytłumaczył, tak im na ściemniał, że jeszcze podwieźli nas na stacje benzynową. Na stacji przeczekaliśmy do rana. Transport z Arkiem troszku nam nie wyszedł ale o tym to już nie będę pisać, po prostu tak dziwnie wyszło. Ze stacji zabrał nas Włoch i podwiózł na duży parking, tam poznaliśmy Pawła, który bez problemu zabrał całą naszą trójkę i dowiózł nas aż do Norymberga. Tam przespaliśmy się u niego w tirze ;D rano zjedliśmy śniadanie i poszliśmy dalej szukać transportu. Tutaj musieliśmy się rozdzielić. Ja z Markiem pojechaliśmy z kolejnym Arkiem, który zawiózł nas do samego Wrocławia, a Paweł pojechał na Berlin. No i tak oto dotarliśmy o godzinie 17 do Wrocławia, Arek porozwoził nas pod wskazane adresy, bardzo fajny kierowca Paweł we Wrocku był około 1 w nocy.

