straszne to, khem, strasznie mocne słowo...
Kiedyś jechałem z kolesiem który uważał że jego była żona jest z innym z tego względu, że grała w totolotka w Austrii. Wierzył że istnieje międzynarodowy spisek który ma na celu rozbijanie dobrych rodzin, twierdził, że specjalne komputery kontrolują jej mózg, że tak naprawdę ona chce być z nim ale totolotek i komputery nie pozwalają. Smutne to było straszliwie (właśnie wracał z Wiednia gdzie mieszkała - nie wpuściła go, z swoim gościem zadzwoniła po policję, noc spędził w samochodzie pod jej oknem, miał zamiar zwrócić się o pomoc do... amerykańskiej ambasady), ale chwilami bałem się jak jasny chuj (przepraszam za wyrażenie

). Szczególnie gdy jadąc ze 140/h powiedział że chwilami to już myśli żeby ze sobą skończyć.
No ale dowiózł nas szczęśliwie i był w porządku.
Kierowcy jeżdżący jak szaleńcy to odrębna sprawa - raz jechałem krajową czwórką z kolesiem który zapierdzielał jak szalony po prostu - wyprzedzał na trzeciego itd, za którymś razem przejechał po wysepce dla pieszych :p
No i niezapomniana noc pod Ostravą - jeden śpiwór na dwóch, brak namiotu i przeogromna masa komarów które zywcem nas zżerały - nie spaliśmy prawie wcale, nie mieliśmy jedzenia ani czeskich pieniędzy, w dodatku do butelki z wodą wlazły nam slimaki

Dopiero na drugi dzień dotarliśmy do Frydek Mistek gdzie wymieniliśmy walutę, kupiliśmy żarcie, fajki i panadol (rozchorowałem się do tego). Trudno mi oddać jak bardzo przykra była ta noc. Nie jestem jakoś specjalnie wrażliwy na brak cywilizacji (wręcz przeciwnie

), wiele razy spałem pod chmurką itd., ale to była jakaś mega masakra
