• Reklama

Krótkie opisy najstraszniejszych sytuacji z podróży

Śmieszne, zaskakujące opowieści z trasy.

Krótkie opisy najstraszniejszych sytuacji z podróży

Postprzez Siwa » sobota, 4 grudnia 2010, 18:44

Nie, żebym chciała odstraszyć od stopowania, ale jak sami wiecie to nie zawsze jest kolorowo i śmiesznie. Mieliście jakieś sytuacje, no może niekoniecznie mrożące krew w żyłach, ale chociaż lekko stresujące?

Ja jeszcze wszystko mam przed sobą, więc nie mam czym się podzielić ;)
Avatar użytkownika
Siwa
 
Posty: 122
Dołączył(a): piątek, 3 grudnia 2010, 13:00
Lokalizacja: Warszawa
Nr gadu-gadu: 5702407

Reklama

Re: Krótkie opisy najstraszniejszych sytuacji z podróży

Postprzez Kastyriel » sobota, 4 grudnia 2010, 19:57

Jedyny raz kiedy myślałem że będzie "dupa", gdy jechaliśmy do Wiednia z Pragi, przez Ceske Budejovice, 3 paróweczki, bo kilku godzinach Korzeń odjechał i z Jarząbkiem zostaliśmy. Jechaliśmy przez jakieś zadupie, wioske i małe przejscie graniczne gdzie był bardzo mały ruch. Na szczęście przed jakimś domkiem z jedzeniem (zresztą było zamknięte ;]) miła pani wychodziła i podwiozła nas do najbliższego miasteczka. Najgorsze ze nie mielismy już co jesc i pic :P ale wszystko dobrze sie skończyło.
http://visumest.blox.pl/html - opowieść mojego i nie tylko autorstwa :) Zapraszam do lektury :D
Avatar użytkownika
Kastyriel
 
Posty: 108
Dołączył(a): poniedziałek, 10 maja 2010, 10:48
Lokalizacja: Gdańsk, Elbląg
Nr gadu-gadu: 8294225

Re: Krótkie opisy najstraszniejszych sytuacji z podróży

Postprzez Kawa » sobota, 4 grudnia 2010, 20:01

straszne to, khem, strasznie mocne słowo... ;)

Kiedyś jechałem z kolesiem który uważał że jego była żona jest z innym z tego względu, że grała w totolotka w Austrii. Wierzył że istnieje międzynarodowy spisek który ma na celu rozbijanie dobrych rodzin, twierdził, że specjalne komputery kontrolują jej mózg, że tak naprawdę ona chce być z nim ale totolotek i komputery nie pozwalają. Smutne to było straszliwie (właśnie wracał z Wiednia gdzie mieszkała - nie wpuściła go, z swoim gościem zadzwoniła po policję, noc spędził w samochodzie pod jej oknem, miał zamiar zwrócić się o pomoc do... amerykańskiej ambasady), ale chwilami bałem się jak jasny chuj (przepraszam za wyrażenie ;) ). Szczególnie gdy jadąc ze 140/h powiedział że chwilami to już myśli żeby ze sobą skończyć.
No ale dowiózł nas szczęśliwie i był w porządku.

Kierowcy jeżdżący jak szaleńcy to odrębna sprawa - raz jechałem krajową czwórką z kolesiem który zapierdzielał jak szalony po prostu - wyprzedzał na trzeciego itd, za którymś razem przejechał po wysepce dla pieszych :p

No i niezapomniana noc pod Ostravą - jeden śpiwór na dwóch, brak namiotu i przeogromna masa komarów które zywcem nas zżerały - nie spaliśmy prawie wcale, nie mieliśmy jedzenia ani czeskich pieniędzy, w dodatku do butelki z wodą wlazły nam slimaki :P Dopiero na drugi dzień dotarliśmy do Frydek Mistek gdzie wymieniliśmy walutę, kupiliśmy żarcie, fajki i panadol (rozchorowałem się do tego). Trudno mi oddać jak bardzo przykra była ta noc. Nie jestem jakoś specjalnie wrażliwy na brak cywilizacji (wręcz przeciwnie :mrgreen: ), wiele razy spałem pod chmurką itd., ale to była jakaś mega masakra ;-)
Avatar użytkownika
Kawa
 
Posty: 83
Dołączył(a): piątek, 28 maja 2010, 22:16

Re: Krótkie opisy najstraszniejszych sytuacji z podróży

Postprzez Redip » czwartek, 9 grudnia 2010, 21:18

Bylem w Hiszpanii chyba jakoś 150 km na południe od Sewilli. Stałem i łapałem na jakieś stacji benzynowej od 2h jak to w tamtym rejonie świata. Słońce zachodziło, przepiękne widoczki, bezchmurne niebo. Byłem już zmęczony, tego dnia za wiele nie przejechałem a chciałem koniecznie dotrzeć do Sewilli.
W końcu zgodziło się mnie wziąć dwóch typków, trochę podejrzanie wyglądających, ale nie gorzej znów od Marokańczyków czy innych Arabów bardzo często tam spotykanych. Pierwszy raz życiu i ostatni naszło mnie bardzo silne przeczucie, że nie powinienem wsiadać do tego samochodu. Co mi tam, do Sewilli mogli mnie zabrać, słońce zachodziło więc albo jadę, albo rozbijam namiot. Pojechałem.
Nie mówili w żadnym cywilizowanym języku więc wymieniliśmy tylko zwyczajowe uprzejmości. Gdzieś tak 40 km dalej, kierowca (ja siedziałem z tyłu) mówi do swojego Kolegi, że "czas zapalić". No więc ten wyciąga swój cały arsenał. Najpierw wziął jakąś czarną substancję stałą na łyżkę i zaczął podgrzewać zapalniczką. Trwało to jakiś czas aż zrobiła się mocno plastyczna. Potem zawinął to w tytoń i zrobił skręta.

Sztachnął się ze 3 razy, co było widać przyniosło mu widoczną ulgę. Podał skręta kierowcy, ten uczynił to samo.
Zapytał się kurtuazyjnie, czy też chcę. "No thanks" - odpowiedziałem.
Nie mam zielonego pojęcia co to mogło być, ale gacie miałem pełne. Może ktoś z tego forum się zna i mnie oświeci?
Dalej wypalili to na spółkę. W tym momencie zacząłem się zastanawiać kiedy kierowcy zacznie się zdawać, że jest pilotem samolotu a nie samochodu. Ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
Chłopaki zachowały się bardzo w porządku. Przejechali całą Sewillę, w poszukiwaniu stacji benzynowej dla mnie i dopiero po tym skręcili na Cordobę. A mogli i początkowo chcieli to zrobić znacznie wcześniej.
"Świat jest nasz, musisz tylko w to uwierzyć" :)
Redip
 
Posty: 7
Dołączył(a): wtorek, 13 lipca 2010, 19:35
Nr gadu-gadu: 4582169

Re: Krótkie opisy najstraszniejszych sytuacji z podróży

Postprzez mintai » czwartek, 9 grudnia 2010, 21:39

Redip napisał(a): Najpierw wziął jakąś czarną substancję stałą na łyżkę i zaczął podgrzewać zapalniczką. Trwało to jakiś czas aż zrobiła się mocno plastyczna. Potem zawinął to w tytoń i zrobił skręta.

black tar heroin
Avatar użytkownika
mintai
 
Posty: 145
Dołączył(a): poniedziałek, 4 października 2010, 23:00
Lokalizacja: kakopetria
Nr gadu-gadu: 0

Re: Krótkie opisy najstraszniejszych sytuacji z podróży

Postprzez Redip » czwartek, 9 grudnia 2010, 22:07

A jeszcze mi się coś przypomniało. Podczas tej samej wyprawy do Hiszpanii.

Przed Gibraltarem na tz. Złotym wybrzeżu, gdzie ilość bogactwa na centymetr kwadratowy jest taki sam jak ilość biedy w Afryce w tej samej jednostce powierzchni, jechałem z dwoma handlarzami narkotyków.
Wylądowałem na jakieś stacji benzynowej w nocy o 22:00, gość mnie nie zrozumiał i źle mnie wysadził w środku miasta, ale przy autostradzie. Łapie, bo spać nie ma gdzie, a wypoczęty w miarę byłem. Po godzinie zatrzymuje się takie fajne Białe BMW (najnowsze może nie było ale też fajne). Podchodzę do gościa, dobrze ubrany, modne buty poruszał się bardzo energicznie, wogóle nie zdradzał czym się trudni. Kulturka, po angielsku krótka wymiana zdań, nie ma problemu podwieziemy ale tylko 30 km dalej. Ok.
W samochodzie był jeszcze jeden gość, młody może miał 21 lat. Natychmiast włączył radio na cały głos, żeby wszyscy słyszeli, mocny bit, umcy-umcy. Doskonale pamiętam kolor podświetlenia paneli w aucie czerwono - niebiesko - żółty; mocno bijący w oczy. Ruszamy i gaz do dechy. 160 było minimalną prędkością spośród tych, które osiągał jego samochód. Zaczyna się rozmowa:
- Where are you from?
- I'am from Poland
- A! Z Polszy? To mów od razu, że z Polszy. A marichuane ty palisz?
Z trudem przeszło mi przez gardło, że nie
- To cosz z ciebie za Polak.
(wszyscy, którzy są rozczarowani - no cóż trzeba mieć zasady )

Potem już było coraz lepiej.

Przejeżdżamy obok jakiegoś ekskluzywnego hotelu dla biedaków a on mówi:
- Tu jest największa dyskoteka w mieście. Tam dostaniesz co chcesz, wódka, marihuana, dziewczyny.
A niech ci który podskoczy, powołaj się na mnie to zobaczysz jaki jest malutki.
Ogólnie takie teksty gadał cały czas i w sumie nie wiadomo było czy mu wierzyć czy nie wierzyć. Mógł to robić na pokaz, a ja już różnych widziałem. Ale miało miejsce jedno zdarzenie, które mnie utwierdziło, że jednak może mówić prawdę.
Nagle mi oznajmuje, że tu zjedziemy na chwile, bo ma małą sprawę do załatwienia. Mam się nie martwić i zapewnia, że cały dotrę na miejsce gdzie chce. No Ok.
Jechaliśmy ulicami dobre 15 min, aż w końcu zatrzymujemy się na parkingu obok innego auta. Wysiadł z niego jeden niepozorny facet podobny do tego Rosjanina oraz drugi tz ABS 2m na 2m. Otworzyli bagażniki. Ten mój wyciągnął walizkę, ten drugi też, otworzyli by sprawdzić zawartość po czym uśmiechnęli się do siebie i walizki zmieniły właścicieli. Potem jeszcze ten mój wziął banknot i włożył ABS'owi go do kieszeni od koszuli. Stali jeszcze potem z 5 min i gadali co mnie bardzo zdziwiło. Podali sobie ręcę na zgodę i podróż była kontynuowana.
Wróciliśmy na tą samą autostradę i parę km dalej zostawili mnie na jakimś zjeżdzie. Wszystko odbyło się bez problemów i z uzgodnieniem ze mną.

Może ktoś z was uzna, że pierdoły opowiadam, bo cała historia jest niewiarygodna ale zapewniam, że widziałem na własne oczy. Pozdrawiam
"Świat jest nasz, musisz tylko w to uwierzyć" :)
Redip
 
Posty: 7
Dołączył(a): wtorek, 13 lipca 2010, 19:35
Nr gadu-gadu: 4582169

Re: Krótkie opisy najstraszniejszych sytuacji z podróży

Postprzez maniek » piątek, 10 grudnia 2010, 00:06

dobreeeeee:D jakbym czytał jakąś książkę :D ta ostatnia historia bije inne na głowę :D
http://www.opencaching.pl
"autostop- sens podróżowania, jest jak polowanie"-Maniek
Avatar użytkownika
maniek
Moderator
 
Posty: 553
Dołączył(a): środa, 22 września 2010, 00:37
Lokalizacja: Warszawa
Nr gadu-gadu: 6039249

Re: Krótkie opisy najstraszniejszych sytuacji z podróży

Postprzez Thieru » czwartek, 6 stycznia 2011, 00:02

Motyw z walizką mi przypomina legendarną walizkę Marcellusa Wallace'a z Pulp Fiction :D

Ze strasznych sytuacji z tripa do Barcy:

1. Jechaliśmy z Hajimem, takim nieumytym Turkiem tirem spod Hielbronn pod Mannheim. Gość cały czas coś gadał po turecku przez telefon, mówił coś w stylu "ju noł maj frend, sex is gut" i sie na nas wymownie patrzył i w ogóle podejrzany się wydawał bardzo. W dodatku nie umiał jednoznacznie określić, gdzie ma zjechać na postój na 11h spania, zresztą nie wiadomo, jakby się to mogło skończyć xD Wymusiłem na nim, żeby zjechał na pierwszy z brzegu Autohof i tak na szczęście zrobił. Ufff..

2. Wyjazd z Barcy. Wyszliśmy z pociągu pod Manresą i szliśmy sobie poboczem w stronę autostrady. nagle zatrzymał się taki śmieszny, grubszy gość w Hondzie Legend, który mówił, że nas rzuci na stację na autostradzie. Najpierw okazało się, że jeździ jak Szatan (gaz w podłogę i wyprzedzanie na progach zwalniających/przejściach/skrzyżowaniach ftw), potem, że wywiózł nas na ubocze do ukraińskiej knajpy, gdzie sam wypił piwo (!!!), ale za to nam postawił całej czwórce po kawie i croissancie :D Następnie po wypiciu tego piwa weszliśmy niechętnie w auto, ale nie mieliśmy za bardzo wyboru. Po autostradzie gość jechał jak w amoku - nie wiem jak szybko się to działo, bo miał prędkościomierz zepsuty, ale 200km/h na pewno miał na blacie. Wyprzedzanie przy takiej prędkości bez kierunków, pod górkę i na zakrętach jeżyło włosy na dupie. Z wielka uglą odetchnęliśmy, jak dotarliśmy po takiej przejażdżce do stacji. Ciekawe, czy się tam gdzieś dalej w drodze do domu nie rozkraczył (wg blach był spod Alicante, więc z okolic Girony jeszcze kawałek drogi miał)... ;]
''Music is a moral law. It gives soul to the universe, wings to the mind, flight to the imagination, and charm and gaiety to life and to everything."
Platon
Avatar użytkownika
Thieru
 
Posty: 100
Dołączył(a): niedziela, 7 listopada 2010, 01:01
Lokalizacja: Gliwice / Rzeszów
Nr gadu-gadu: 5512272

Re: Krótkie opisy najstraszniejszych sytuacji z podróży

Postprzez Siwa » czwartek, 6 stycznia 2011, 01:42

ten wątek chyba założyłam już wtedy z myślą, że Pituś opowie swoją historię do Barcy ;) czekamy :]
Avatar użytkownika
Siwa
 
Posty: 122
Dołączył(a): piątek, 3 grudnia 2010, 13:00
Lokalizacja: Warszawa
Nr gadu-gadu: 5702407

Re: Krótkie opisy najstraszniejszych sytuacji z podróży

Postprzez skowron » niedziela, 9 stycznia 2011, 19:24

Avatar użytkownika
skowron
 
Posty: 12
Dołączył(a): niedziela, 14 listopada 2010, 23:04
Lokalizacja: Białystok
Nr gadu-gadu: 4340264

Następna strona

Powrót do Opowieści z trasy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość