Dzisiaj pierwszy raz jechałam stopem, co prawda tylko 5 kilometrów, z końca miasta do centrum, ale emocje były.
Wsiadamy z koleżankami do samochodu, a facet na cały regulator włącza piosenkę
"BARA BARA BARA
RIKI TIKI TAK
JEŚLI MASZ OCHOTĘ
DAJ MI JAKIŚ ZNAK"
Już od samej piosenki mało nie leżałyśmy na podłodze samochodu, ale to jeszcze dało się przeżyć. Facet jeśli musiał zahamować, to robił to z piskiem opon i strasznie gwałtownie (chociaż samochód miał nienajnowszy) i autentycznie bałyśmy się, że któregoś razu przywali w tyłek samochodowi z przodu. Na pasach zaczął wrzeszczeć "No idź, krowo ty, szybciej, ruszaj się... K*****... Święta krowo...!". Kiedy kobieta przeszła, po niej zaczął iść jakiś mężczyzna, a nasz kierowca, nie wiem czy go nie zauważył, czy zrobił to specjalnie, ruszył z miejsca i zatrzymał się tuż przy nogach tamtego mężczyzny, oczywiście z piskiem opon. W trakcie jazdy zaczął walić pięścią w radio, bo mu się zepsuło...
Pierwsza podróż stopem na prawdę niezapomniana
