Po pierwsze nie liczyłbym na angielski u rodowitych Włochów, ale nie spotkałem się z miejscem, gdzie bym kogoś mówiącego po angielsku nie spotkał - imigranci np. Także to nie jest dużym problemem
Rzym - generalnie jeżeli się jedzie "na dziko" - tak, jak my - nie polecam tego miasta
Woda - mega, mega ważne. W Rzymie jest w ch... cholerę droga. Miałem sytuację, w której wszedłem do supermarketu (!), ale nie było cen ponaklejanych. Podszedłem do sprzedawcy, pytając ocenę - on na to 2eu. Zrobiłem wielkie oczy, podziękowałem - na co on - 0,5eu. Jak widać wygląd turysty robi swoje. Jest b. gorąco, w lato temperatury nieporównywalne do polskich. Szybko może się zrobić słabo, dlatego woda, woda, jeszcze raz woda
Transport - w moim przypadku stopa bardzo ciężko było złapać, jeżeli już to imigrantów. Mogę jednak polecić pociągi. Ja całe Włochy zjeździłem na gapę. Lokalnymi liniami jeżdżą konduktorzy bez terminali płatniczych, więc wystarczy wmówić im, że mamy tylko kartę i chcemy kupić bilet w pociągu.
-Czemu nie na stacji?
-U nas w kraju się kupuje zawsze w pociągu, więc tu też tak chciałem.
-Musi pan zapłacić gotówką, nie da się kartą
- Nie mam gotówki, co to za kraj, że kartą nie można płacić?!
-(wstyd) Bardzo mi przykro, ale musi pan wysiąść na najbliższej stacji, kupić tam bilet kartą i złapać kolejny pociąg na tej trasie za pół godzinki.
-Skoro nie ma innego wyjścia....
Nie polecam nikomu spania na plaży w nocy. Wydaje się, że świetna sprawa. Jednak w miasteczkach, gdzie są jeziora, w nocy jest potwornie zimno. Chyba, że macie śpiwór itp, ja byłem na dziko. Sprawdzony schemat:
Idziesz do kościoła w małym miasteczku obok Rzymu i mówisz księdzu na migi, że będziesz tu 2 dni i NIE CHCESZ SPAĆ W KOŚCIELE, tylko chcesz mieć gdzie zostawiać bagaże, by Ciebie nie okradli. On się zgadza, na co Ty dziękujesz, bierzesz potrzebne rzeczy i zwiedzasz. Na wieczór się przebierasz, jedziesz na gapę do Rzymu, imprezujesz całą noc. Wracasz rano, bierzesz ręcznik, kładziesz się rano na plaży do spania i nastawiasz budzik na za 3/4 godzinki, by przenieść się w cień - słońce jest bardzo silne, a opaleniznę lepiej łapać nie śpiąc. Ja zaprzyjaźniłem się ze świetnym Anglikiem, który nam dużo jedzenia dawał +poznał nas z polskim księdzem, który zabierał nas na obiady do rodzinki starszych ludzi. Wieczorem w małym miasteczku są tzw festy - coś w rodzaju festynów. Mieszkańcy chyba się na to składają wcześniej, ale nikt nas o nic nie pytał, a do stołów, gdzie normalnie można było usiąść było tylko donoszone świetne jedzenie za free - mięsa, przystawki, wody też full.
Co jeszcze... Ponownie, polecam małe miasteczka. Niedaleko Rzymu jest Bracciano. Pociągiem na gapę chyba pół godzinki. Przeżycia niezapomniane, potężne jezioro wulkaniczne (czyste jak łza), świetnie wyglądający zabytkowy zamek. Supermarkety (butelka wody 0,20E), ludzie przyjaźni, brak tłoku. Prawdziwy włoski klimat, bo Rzym to dla mnie trochę inna Warszawa. Wokół jeziora są 3 miasteczka, ja byłem tylko w Bracciano, ale ponoć tamte też są świetne. Po jeziorze kursuje bardzo tani prom między tymi miasteczkami, ogólnie rewelacja. Jeżeli spotkacie grubego A
Z dużych - Florencja jest rewelacyjna, pytałem w biurze turystycznym o klasztor, który mi wskazali. W klasztorze poprosiłem o bezpieczne miejsce do spania, nawet na trawie. Nie do końca rozumieli, czemu nie camping, ale się zgodzili i dali nam po pokoju. To samo zrobiłem w Monte Casino, gdzie żyłem w luksusach, których do tej pory nie doświadczyłem nigdzie więcej.
Hm... Nie wiem jak z lotniska, bo nie miałem wiedzy i pojechałem chyba za 5euro, ale na lotnisko na gapę pociągiem i busik za 1euro. Ciampinio (tak to się pisze?) w nocy zamknięte, ale gdy ja byłem to odwołali lot Hiszpanom i lotnisko było otwarte + wkręciłem się w ich grupę i jako że ryanair miał im zapewnić wyżywienie, to jadłem i piłem do bólu
Chyba to tyle, jeżeli przypomni mi się coś więcej - napiszę, w razie jakichś pytań, chętnie odpowiem.

